Zakochanie, motyle w brzuchu, potem związek i „odtąd żyli długo i szczęśliwie”… Bywa i tak, ale zwykle życie pisze inny scenariusz. Dlaczego związki, które miały trwać całe życie, tak często się rozpadają? Czy to kwestia nieodpowiedniego wyboru partnera?

Człowiek to jednostka społeczna i relacyjna. Oznacza to, że silniejsza jest dla niego potrzeba miłości i relacji niż instynkt życia i wolności. Mówiąc wprost – lepiej żyć we dwoje w niewoli niż w pojedynkę na pustkowiu. Tylko że czasami związek nie wychodzi.

Kwestia wyboru

Wysoki, bardzo szczupły, w okularach. Długie palce, czarne oczy i miękkie spojrzenie. Skromny i na pewno inteligentny. ‒ Może pójdziemy na herbatę? ‒ usłyszała i już wiedziała, że wpadła po uszy. Gust ludzi dyktują ewolucyjne wybory praprzodków, jednak w jakiejś części nie daliśmy się zwieść ewolucjonizmowi, pozostawiając wolny margines na kryterium osobiste. Dlatego też w myśl powiedzenia ‒ piękno tkwi w oczach patrzącego ‒ o gustach nie będziemy dyskutować. Wszystko dzieje się nieświadomie. Zakochujemy się, decydujemy na związek i przychodzi długotrwała miłość. „Dodatkowe źródło radości i rozczarowań, uniesień i rozpaczy” ‒ jak twierdzi Rollo May, amerykański psycholog egzystencjalny i psychoterapeuta. Dlaczego nie jest idealnie? Czyżby jednak zły wybór?

Spoiwo związku

„Choć ważną rzeczą jest żenić się z miłości, ważniejszą jeszcze – w małżeństwie miłość utrzymać” ‒ stwierdził już w XIX wieku amerykański poeta Bayard Taylor. Dla dojrzałej i zrównoważonej siły miłości profesor Uniwersytetu Yale Robert Sternberg określił trzy składowe: namiętność, intymność i zaangażowanie.

Namiętność kojarzona jest z ludzką seksualnością. W aspekcie emocji pozytywnych faktycznie tak jest – to pożądanie i zachwyt. Filozof Erich Fromm uważa, że powodzenie relacji związku decyduje o powodzeniu relacji seksualnej, nie odwrotnie. Wspólne odprężenie po seksie powoduje wydzielanie m.in. oksytocyny, hormonu, który pielęgnuje głębokie więzi, buduje zaufanie, wyzwala troskę. Dotykanie dużych obszarów skóry (głaskanie, przytulanie, obejmowanie) tworzy fundamentalną więź emocjonalną związku ‒ tłumaczy biochemik, farmakolog i neurobiolog prof. Jerzy Vetulani. Ale namiętność to także emocje – negatywne, czyli po prostu trudne, jak niepokój, ból, lęk, zazdrość, zaborczość czy tęsknota.

Namiętność cechuje ogromna dynamika – wybucha, pali i gaśnie, przeciwnie do intymności. Intymność to coś pomiędzy tym, co dostępne jest innym, a tym, co im niedostępne. To coś zarezerwowane tylko dla partnera. To uczucia szczególnie nas dotykające, ukazujące kruchość naszej konstrukcji. Cechuje ją mała dynamika – powoli się rozwija i powoli hamuje. Jak namiętność dodaje smaku, tak intymność ‒ poczucia bliskości i wyjątkowości.

W końcu trzeci aspekt – zaangażowanie. Ono musi się pojawić, by zakochanie przeistoczyło się w związek. To motywacja do pokonywania trudności i potencjalnych przeszkód, a zarazem postrzeganie partnera w najpiękniejszy sposób. „Chcę z tobą być” staje się swoistą deklaracją, że będę nad związkiem pracować. Zaangażowanie daje poczucie bezpieczeństwa i stabilności.

Marie-Louise von Franz, szwajcarska psychoanalityczka, uczennica i współpracownica Carla Gustava Junga, mówiąc, że „jak dotąd nikt nie odkrył, co stanowi o powodzeniu ludzkich związków”, z powodzeniem może podważyć wszystko, co zostało powiedziane. Na trwały związek złotej recepty nadal nie ma. Za to pewne jest jedno – komplikacja jako nieodzowny element miłości.

Kiedy zgrzyta

Myśleli, że są dla siebie idealni, dlatego… przestali rozmawiać o problemach. Ona odeszła. Kiedy spoiwo naszego związku zaczyna przypominać polskie drogi i dziura na dziurze dziurę pogania, na myśl może przyjść arszenik, cykuta, strychnina itp., bo w końcu przez żołądek do serca. Jednak zdecydowanie częściej pada wówczas słowo: koniec. Diagnoza: zły wybór. Za dwie główne przyczyny rozpadu związku uważa się wypalenie miłości oraz fakt, że ludzie są dla siebie trudni. Wyróżnić można trzy charakterystyczne obszary, w których związki się rozwiązują.

Pierwszy z nich to osobiste deficyty więzi. To pewne braki wyniesione z dzieciństwa lub z poprzednich związków, np. niskie poczucie wartości jednego z partnerów. Być może jako kryterium doboru partnera posłużyła nadzieja, że jego postawy uleczą nasze rany lub wypełnią emocjonalne niedobory. Szwajcarski terapeuta Jürg Willi ukuł termin „koluzja” oznaczający splątanie jako grę relacji. Wyróżnia się cztery typy koluzji, z których każdy opisuje inną zależność, ale opartą na podobnej zasadzie: dawca ‒ biorca. Jeden partner zajmuje stanowisko nadrzędne, drugi podrzędne. Koluzyjność takich związków można już przewidzieć na początkowym etapie znajomości.

Drugi obszar wysokiego ryzyka to unikanie kontaktu. To obrona przed kontaktem w momencie poczucia zagrożenia, w wielu odsłonach:

projekcja – gdy emocje, których nie chcemy zaakceptować, przerzucamy na partnera, np. złość za to, że przypaliliśmy rybę,

defleksja – gdy pomijamy ważne „tu i teraz”, a mówimy o wszystkim dookoła, słyszymy wówczas: „do brzegu”, „ale o czym ty właściwie mówisz”,

introjekcja – gdy, nie mając czasu na refleksję, przejmujemy opinię innych, np. dodajemy cebulę do rosołu, bo tak robiła matka i babka,

konfluencja – zlewanie się dwóch osób, uwspólnienie odpowiedzialności, np. ja z mężem nie znosimy horrorów,

retrofleksja – gdy nie rozmawiamy, tłumiąc w sobie emocje, oczekując troski, a w rzeczywistości budując mur, tzw. ciche dni,

egotyzm – przesadna ostrożność, ciągłe sprawdzanie swoich decyzji, partnerowi daje poczucie odosobniania, „a gdybym zrobił….”, „a może powinnam jednak…”, „gdybym…”,

ambiwalencja – dwojakość uczucia, dążenie i unikanie w jednym, z jednej strony chcemy z kimś być, z drugiej nie, np. partner może przyciągać, bo daje troskę i uwagę, ale w gruncie rzeczy odpycha, bo nie ma z nim o czym pogadać,

relacja żądanie ‒ wycofanie: jeden z partnerów widzi problem, drugi udaje, że go nie ma.

Przy braku kontaktu nie ma szans na porozumienie.

Kolejny obszar to mylne założenia początkowe. To sytuacje, gdy nasze początkowe postrzeganie partnera jest błędne. Gdy biernie siedzimy i czekamy, aż miłość sama zapuka do naszych drzwi, wówczas, gdy zapuka – wpuszczamy tzw. pierwszą lepszą. Taka zbytnia wiara w miłość romantyczną może nam boleśnie wyidealizować obraz partnera. Popadamy też w jungowskie rzutowanie i własne wyobrażenie o partnerze idealnym przekładamy na partnera realnego. Po czasie, gdy przychodzi otrzeźwienie, okazuje się, że partner cały czas jest taki sam, że zmieniło się nasze postrzeganie. Według psychologii błędem jest też zakładanie, że z danym partnerem będziemy do końca życia, bo to, że chcemy, a to, czy będziemy, to dwie zupełnie inne sprawy.

Czy faktycznie wybraliśmy źle? Być może to tzw. źle postawione pytanie, bo w chwili dokonywania wyboru partnera zapewne byliśmy przekonani, że czynimy dobrze. Nie udało się? Cóż, pamiętajmy, że następny wybór też będzie wydawał nam się dobry… No, to samych dobrych wyborów!

Tekst stworzony dla portalu hellozdrowie.pl/opublikowany: wtorek, 14 lutego 2017/

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>