Chodzenie po sklepach… — ręka do góry, któż nie doświadczył żmudnej i długiej wędrówki, w której finale padł wyczerpany, niczym po morderczej wspinaczce na K2? O ile, po tym drugim satysfakcja gwarantowana, po tym pierwszym niekoniecznie. Jednak wciąż do tych sklepów wracamy, wchodzimy i szukamy. A wszystko dlatego, że lubimy mieć wybór.

Uwikłani

Kiedy ludzie nie mają wyboru, życie staje się nie do zniesienia, pisze Barry Schwartz w swej książce „Paradoks wyboru” i trafia w sedno. To właśnie ów wybór daje nam poczucie sprawczości, bez którego ani rusz. Zapewne każdemu znane są męczące i bezowocne sklepowe poszukiwania, ale czy wtedy zawsze wracaliśmy do domu z pustymi rękami? Otóż – nie. A przynajmniej — nie zawsze. Mózg bowiem broni się przed stanem niemożności decydowania, dlatego też stara się ten wybór podejmować w każdych warunkach, gdy tylko nadarzy się okazja. W tym celu posługuje się różnorakimi technikami realizacji wyboru a efekt jego osiągnięcia, potęguje uczuciem przyjemności. Z jednej strony uzależnia nas to od potrzeby dokonywania wyboru, a z drugiej dba o kondycję mózgu – szczęśliwy mózg jest zdrowszy a szczęśliwy, to taki, który może decydować.

Paradoks wyboru

Wielkie markety stwarzają naszemu mózgowi ogromne możliwości wyboru, ale jednak — nie do szczęścia, bo w efekcie fundują nam okoliczności silnie demotywujące. Bowiem im większe mamy możliwości wyboru, tym mniejsze szanse na jego powodzenie. Zdecydowanie łatwiej jest nam wybrać smak kisielu spośród 4 dostępnych smaków, niż spośród dwudziestu. I robimy to najczęściej drogą eliminacji, zawężając krąg wyboru.

Ale — uwaga! — upolować udaje się coś nawet gdy jesteśmy kompletnie niezdecydowani. Dlaczego? Bo wtedy podglądamy innych. My, a dokładnie – nasz mózg. To jedna z jego strategii. Nie zdając sobie sprawy przyglądamy się temu, co wybiera ta pani lub tamten pan. Widok innych osób zainteresowanych jakimś produktem, dla mózgu jest ewidentnym ewolucyjnym sygnałem, że to może być dla nas coś cennego. Najpierw przyciąga uwagę a potem… nakazuje chwilę odczekać. A to już zdecydowane zaprzeczenie dotychczasowych wyników badań z zakresu psychologii społecznej, które opisują, iż do naśladownictwa jesteśmy bardziej skłonni w miejscu publicznym. Wydawałoby się to oczywiste, wszak naśladuje się zawsze kogoś lub coś. W ogromnej mierze zajmują się tym neurony lustrzane. Tymczasem nowe badania opisują coś więcej, niż tylko naśladownictwo. To już wyższa szkoła autoprezentacji, kiedy umysł zaczyna główkować: poczekam, uniknę zakłopotania, negatywnej oceny, no i pozostanę w uczuciu oryginalności. Cały proces nosi miano efektu społecznego wyboru domyślnego i najlepiej działa tam, gdzie nasza wiedza dotycząca produktu jest niska – dla jednych to wino, dla innych opony lub porcelana. Szczególnie silnie przejawia się wśród produktowych nowości, o których wiemy naprawdę niewiele.

Coś na prezent

Zestawienie tych słów niejednokrotnie przysparza bólu głowy, bo to także wyjątkowy przypadek naszej niewiedzy. Na pewno chcemy, by prezent od nas był wyjątkowy prezent. „Wyjątkowy”, czyli jaki? Niestety, często sami tego dokładnie nie wiemy. I tutaj otwiera się pole do popisu marketerów, którzy swoimi tajnymi sposobami sprawią, że w mig połkniemy haczyk. A takimi haczykami sklepy naszpikowane są po brzegi. A teraz sprawdź, czy haczyk masz już w gardle?

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>