Migrena to czarna dama dolegliwości bólowych. Choć o szlacheckim rodowodzie, dotknąć może każdego. Największy problem z nią tkwi w tym, że dama nie chce dać się poznać od podszewki… a przez to zdrowie traci fason.

Kiedy jazgot neuronów mózgu nie pozwala funkcjonować, fundując obezwładniający ból głowy z innymi gratisami znikomej jakości, mówimy o migrenie. Atak migrenowy może wywołać zarówno światło, hormony, jak i stres. Innym wystarczy ser pleśniowy, lampka wina i migające światło. I gotowe, by głowę dopadł wściekły ból nie do opanowania. Jest jeszcze gorzej, jeśli towarzyszą mu wspomniane gratisy, czyli dodatkowe objawy, jak: światłowstręt, dźwiękowstręt, nudności i zaburzenia widzenia. Mogą występować wszystkie lub tylko niektóre, ale zasadniczym jest ból. Dodatkowo, każdy migrenik może dodać coś od siebie. I co wtedy? Najczęściej w ruch idą leki.

Pigułka na migrenę!

Sierpień został nazwany miesiącem migreny i jak każde społeczne zwrócenie uwagi na znaczenie danej dolegliwości zdrowotnej lub jednostki chorobowej, także to powinno cieszyć. Niefortunnie w tym obszarze nieco zazgrzytało. Wszystko za sprawą specyficznej reklamy pewnego leku, która właśnie jeszcze wtedy funkcjonowała w stacjach telewizyjnych. Jej najważniejsze hasło — mamy lek na migrenę — wciąż kotłuje się w mojej głowie. Słysząc te słowa po raz pierwszy — krzyknęłam: to niemożliwe! Można wyleczyć migrenę!? Oznaczałoby to rewolucję w leczeniu, ale… wrzawy lekarskiej wówczas nie było słychać. To dało mi do myślenia. Będąc zwolennikiem prawdy naukowej, zerknęłam na skład leku. Ów zbawienny specyfik, w składzie okazał się być bardzo powszechnym, niczym zieleń na wiosnę. To kwas acetylosalicylowy, paracetamol i kofeina. Nie byłoby w tym może nic zaskakującego, gdyby nie jedna banalna myśl w głowie — przecież to zaradcza mieszanka przeciwzapalnej aspiryny i leków przeciwbólowych. Zatem, mamy lek na migrenę, czyli tak naprawdę na co? Niestety, tylko na objawy. Czyli zostałam wyprowadzona w błąd. Obecnie, pocieszyć mógłby mnie fakt, że następczyni tej reklamy mówi już o leku jasno: to lek zwalczający objawy, lecz na stronie internetowej tegoż leku, widnieje dalej: lek na migrenę. Dlaczego o tym mówię? Bo takich leków na migrenę, dobrych dla każdego, po prostu nie ma. Gdyby tak było, nie byłoby tego tekstu.

Nie jest też tak, że w migrenach nie stosuje się żadnych leków. Oprócz tych przeciwbólowych i łagodnych przeciwzapalnych, stosuje się jeszcze dwa rodzaje innych leków wspomagających leczenie migreny. Są to leki hamujące trwające już napady bólowe oraz leki zapobiegające ich wystąpieniu, przy jednoczesnej umiejętności rozpoznania zbliżającego się napadu. Lek jest skrupulatnie dobierany przez neurologa na podstawie wywiadu oraz metodą prób i błędów. Leki nietrafione skutkują groźnymi reakcjami ubocznymi a dobór właściwego medykamentu może trwać latami i pozostać bez życzonego efektu, bo środowisko wewnętrzne organizmu nieustannie zmienia się. Opinie wielu migreników dowodzą ogromnego zmęczenia próbami sprecyzowanego leczenia farmakologicznego i niewielkiej jego skuteczności. Wielu z nich szuka innych metod pomocy. Dlatego podejmowane są próby stworzenia dla migreników urządzeń, które mają przynieść poprawę jakości życia z migreną. Belgijskie Cefaly wytwarzając impulsy elektryczne, które stymulują nerw trójdzielny, zapobiega występowaniu napadów. Jednak Cefaly nie usuwa pierwotnej przyczyny i trzeba go używać 20 minut dziennie. Drugie urządzenie — Cerena Transcranial Magnetic Stimulator, ma na celu leczenie już trwających napadów bólowych, za sprawą wytworzonego pola magnetycznego. Dlatego często ograniczają się oni do stosowania leków przeciwzapalnych i własnych sposobów na przetrwanie.

Trudy rewolucji

Sprawa leczenia byłaby prosta, gdyby całkowicie znany był fizjologiczny mechanizm powstawania migren. Ogólnych praw, rządzących podatnością na migreny, szuka się na podłożu genetycznym. Jednak póki co nie można jednoznacznie wskazać, jaki element układanki fizjologii mózgu wprawia neurony w taką nadaktywność, która wywołuje migreny. Niewykluczone też, że jest ich kilka. Dlatego w leczeniu migren w ciągu ostatnich 50 lat opracowano tylko jeden lek! Choć póki co marzenie migrenika pozostaje wciąż do spełnienia, nauka jednak mknie swoim pędem i wie coraz więcej.

Ostatnim doniesieniem jest odkrycie przy okazji pewnego zabiegu plastycznego — tak! dobrze napisałam. Otóż dr Bahman Guyuron z Case Western Reserve University w Cleveland u swoich pacjentów po zabiegach typu lifting twarzy, niespodziewanie uzyskał informacje od osób cierpiących na migreny, mówiące o tym, że po tym zabiegu… migreny złagodniały lub zniknęły zupełnie. Pobrał więc od swoich pacjentów komórki nerwu trójdzielnego, który jest aktywny podczas napadów bólowych, by się im przyjrzeć. Stwierdził, że przyczyna tychże migren występowała na poziomie komórkowym, czyli w budowie komórki. Posiadały one znikomą lub zdegradowaną osłonkę mielinową — ochronę włókien nerwowych, którymi biegnie informacja w postaci impulsu nerwowego z ciała komórki, do komórki następnej. Dzięki tej osłonce taki impuls biegnie szybko i płynnie. To takie ogumienie(izolacja) dla przewodu elektrycznego zbudowane z białek tzw. mieliny. Jeśli osłonka jest niepełna, uszkodzona, naraża włókno neuronu na podrażnienia ze strony środowiska otaczającego, np. poruszające się mięśnie. Dlatego lifting twarzy, zabieg działający na skórę, mógł wpłynąć na głębsze partie organizmu, co oczywiście daje nadzieję na kolejne odkrycia i sukcesy.

Zamiast trzymać się za głowę, trzymajmy kciuki!

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>