Bierzesz do ręki powieść. Czytasz, czytasz i nie możesz przestać. Wreszcie, gdy ją kończysz, twój umysł pada ze zmęczenia, z satysfakcją, ale jednak – pada. Treść niektórych powieści mózg potrafi przetwarzać bardzo aktywnie. Co więcej, każda z nich poszerza spektrum naszych emocji.

Wyobraź sobie, że trzymasz w rękach książkę o wdzięcznym tytule: Dziewczyna, która została podłączona (oryg. The Girl Who Was Plugged In) autorstwa James Tiptree Jr. Nie byłoby w tym może nic dziwnego, gdyby nie to, że książka ta jest… zelektronizowana. Pokrywa ją 150 małych ledowych czujników świetlnych. Co więcej ‒ adekwatnie do tytułu – jest podłączona do twojego ciała. Masz na sobie czarną kamizelkę, która jest w stałej komunikacji z książką. Zaczynasz czytać i… twoje ciało mimowolnie poddaje się emocjom powieści. Czujniki książki świecą kolorem zależnym od nastroju bohatera. Gdy on się boi, ty też odczuwasz strach, bo twoja kamizelka, napełniając się powietrzem, lekko uciska klatkę piersiową. Gdy masz odczuć zakłopotanie, kamizelka ogrzewa ciało. W momencie podekscytowania bohatera odczujesz delikatne wibracje. I tak z każdą jego emocją. Emocjonalny klimat książki ma ci się w całości udzielić.

Projekt, o którym mowa, jest prototypem książki sensorycznej stworzonym przez naukowców z Instytutu Technologicznego w Massachusetts. Dokładnie wygląda on tak. Jego pomysłodawcy ‒ Felix Heibeck, Alexis Hope i Julie Legault – wyjaśniają, że to nowy sposób na przeżywanie literatury. Rodzi się zatem pytanie: czy sam mózg już nie wystarcza nam dla głębokiego przeżywania powieści? Czy musimy uciekać się do zaawansowanych technologii? Na szczęście ‒ uspokajają naukowcy ‒ mózg ma się bardzo dobrze, a codzienna fikcja sensoryczna pozostaje daleką futurystyczną wizją. Na razie wystarczy jedynie w przenośni podłączyć własny umysł i tradycyjny sposób czytania nadal będzie sprawdzał się fantastycznie. Jednak zaangażowanie mózgu w przeżywanie literatury zależy od tego, co czytamy.

Miejsce pierwsze: ambitna powieść

Od niedawna w świecie naukowym rozwija się nowa gałąź zwana neurobiologią literatury. Naukowców interesuje, dlaczego tak chętnie dajemy się porwać historiom innych oraz jak wtedy funkcjonuje mózg i co ma to wpływ.

David Comer Kidd i Emanuelle Castano z Nowojorskiej Szkoły Badań Społecznych badali zaangażowanie mózgu w różne rodzaje literatury. Uczestników w wieku 18‒75 lat podzielono na trzy grupy. Pierwsza grupa czytała książki nominowane do prestiżowej nagrody literackiej US National Book Award, w których wątki budowane są przez postaci o charakterach skomplikowanych i niejednoznacznych zachowaniach. Druga grupa miała przeczytać pozycje popularne – bestsellery serwisu Amazon.com, w których występowały postaci o charakterach dwubiegunowych i łatwych do oceny zachowaniach. Grupa trzecia nie czytała nic. Wszystkie grupy po przeczytaniu swoich tekstów poproszono o zidentyfikowanie rodzaju emocji danych twarzy. To standardowy test na empatię – ocenę zdolności współodczuwania i rozpoznawania emocji drugiej osoby. Grupa pierwsza, która czytała trudniejszą fikcję literacką, wypadła w teście najlepiej. Prawdopodobnie czytanie fabuły opartej na złożoności sytuacyjnej intensywniej angażuje umysł w pracę z tekstem i emocjami.

Kidd i Castano podobnych eksperymentów przeprowadzili kilka. Wszędzie wynik był zbliżony – trudniejsza lektura, np. dzieła Dostojewskiego lub Czechowa, bardziej angażowała mózg w przetwarzanie emocjonalne niż lżejsza lektura kryminałów G. Flynn, romansów R. Pilcher, s.f. R. Heinleina, a także reportaży i tekstów formy luźnej. Co ciekawe, grupy, które czytały właśnie cokolwiek innego od ambitnej literatury pięknej, w wynikach eksperymentalnych wypadały tak samo jak grupa, która nie przeczytała nic. A to dlatego, że w takich tekstach charakter literacki jest oczywisty w interpretacji. Krystyna Janda w rozmowie z cyklu „Po co żyjemy” w Wyższej Szkole Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa w Poznaniu powiedziała, że jeśli aktor będzie miał za sobą lekturę m.in. Dostojewskiego i Czechowa, będzie potrafił na scenie wejść we wszystkie możliwe stany emocjonalne.

Czytanie – ciężka praca

Badacze z Uniwersytetu Emory w Atlancie w USA przez 19 dni prowadzili badania na 12 ochotnikach. Uczestnicy przez dziewięć wieczorów czytali jeden rozdział, tj. około 30 stron thrillera Roberta Harrisa Pompeja. Dobór książki był celowy – zdecydowała rozbudowana narracja. Każdego ranka, po wieczorze poprzedzającym czytanie, uczestnikom skanowano mózg czynnościowym rezonansem magnetycznym. Wynik badań po wieczorach czytelniczych pokazał wzmożoną aktywność kory skroniowej lewej półkuli mózgu ‒ części związanej z przetwarzaniem języka i mowy, a więc i z czytaniem. Efekt ten występował, oczywiście, w trakcie czytania, ale utrzymywał się także 12 godzin później. Ta część mózgu wciąż pracowała z tekstem. Jest to aktywność cieniowa neuronów, czyli ich podwyższone i przedłużone działanie.

Taką podwyższoną aktywność zauważono również w korze czuciowo-ruchowej mózgu. Tutaj mieści się tzw. homunkulus – planowy rozkład grup neuronalnych zbierających sygnały ruchowe i czuciowe (w tym bólu i dotyku) ze ściśle określonych części ciała. Na tej podstawie powstaje mentalny obraz naszego ciała, zostaje określona orientacja ciała w przestrzeni i jego relacja z otoczeniem. Znajdujące się tutaj neurony lustrzane (Lustrzany mózg, czyli zachowania zaraźliwe) umożliwiają wczucie się w sytuację drugiej osoby. Właśnie ta zdolność mózgu sprawia, że umysł dość łatwo daje się wciągnąć w fabułę i ‒ niemalże dosłownie – wskakuje do książki, a wtedy bardzo intensywnie aktywuje dwa powyższe obszary. Dlatego nie bez przyczyny po skończonym czytaniu literatury bywamy bardzo zmęczeni.

Dlaczego fikcja wciąga?

Kidd i Castano uważają, że tak silne zaangażowanie mózgu możliwe jest tylko dzięki transportacji, tj. przeniesieniu umysłu wprost do fabuły książki – wyobrażeniu sobie, że naprawdę jest się wewnątrz historii. Idzie nam to całkiem łatwo, prawie odruchowo – książka nas po prostu wciąga. Jest łatwo dlatego, że to proces zupełnie bezpieczny – to zaangażowanie emocjonalne, które nie wymaga ochrony siebie ‒ i wchodzimy tam bez żadnych grożących nam konsekwencji. Poza tym silnie sympatyzujemy z bohaterem, bo jesteśmy z nim w relacji woli, a nie realnego zobowiązania. Fabuła jest fikcją. I proszę – już jesteśmy w środku akcji. Dzięki temu, że uczymy się przez doświadczanie, taka intensywna podróż mentalna jest podstawą naszych zmian poznawczych zachodzących w mózgu.

Doświadczanie rozbudowanych historii fabularnych rozwija i trenuje zdolność empatii. Profesor psychologii Raymond Mar z Uniwersytetu Toronto jasno stwierdza, że osoby, które więcej i chętniej czytają fikcję literacką, lepiej radzą sobie w sytuacjach społecznych, lepiej odczytują emocje innych, a więc i ich zamiary. Wyniki badań Mai Djikic z Uniwersytetu Toronto pokazały, że czytanie fikcji literackiej otwiera umysł. Przebadała 100 studentów. Jednej grupie poleciła przeczytać osiem literackich opowiadań, drugiej osiem analitycznych esejów. Następnie uczestnicy wykonali test odpowiedzi. Grupa literacka udzielała odpowiedzi niejednoznacznych, bardziej otwartych, nieoceniających pochopnie innych osób. Jest to efekt przekierowania ich myślenia na tryb otwarty, który w rzeczywistości jest raczej zdominowany przez tryb analityczny i oceniający.

Badania również dowodzą, że taki otwarty tryb myślenia można świadomie w sobie wyćwiczyć. Podobnie jak inteligencję emocjonalną. Jedyne, co trzeba zrobić, to trenować, czyli traktować umysł literaturą piękną. Bo trochę paradoksalnie fikcja (literacka) kształtuje nasze rzeczywiste postawy. Warunek jest jeden – musi to być porządna fikcja.


Tekst stworzony dla portalu hellozdrowie.pl /opublikowany: wtorek, 8 kwietnia 2014/

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>